BYT I BYT NIEPRAWDZIWY

z5854669Q,Az-trzynascie-polskich-uczelni-bralo-udzial-w-najw

Zwątpienie w wartość wiedzy doświadczalnej, zdobyte dzięki zmysłom od najdawniejszych czasów skłaniało człowieka do poszukiwania wiedzy praw­dziwej. Największe chyba zasługi w podważaniu wartości wiedzy opartej na doświadczeniu należy przypisać sofistom. Poprzez krytykę wiedzy doświad­czalnej myśliciele starożytni starali się opracować nową wiedzę. Miała ona być wolna od tych wątpliwości, które towarzyszyły zdobywaniu wiedzy na podsta­wie danych dostarczonych przez zmysły. Skoro otaczający człowieka świat był zmienny, zjawiskowy, wobec tego nie dziwi fakt, że filozofowie zaczęli się zastanawiać, co jest podłożem dla tych zachodzących w nim zmian. Tak zro­dziło się pytanie o naturę bytu.Odpowiedzi na pytanie, co jest bytem prawdziwym, były różne. Zdaniem filozofów jońskich wiedzę prawdziwą należało oprzeć na znajomości pierw­szych przyczyn. Przedmiotem badań Talesa, Anaksymandra, Anaksymenesa była natura rzeczywistości otaczającej człowieka, jej początek i zasady. Tego, „z czego jest wszystko, co istnieje, i z czego powstaje na początku oraz w co się rozpada na końcu…”Najprostszą formą odpowiedzi na pytanie, co jest zasadą lub podstawą wszystkich rzeczy, była odpowiedź, że jest nią jakaś jedna substancja, z której pochodzą wszystkie rzeczy. „Spośród pierwszych filozofów większość przyjmowała zasady w formie materii jako jedynej zasa­dy wszystkich wszechrzeczy; z niej bowiem są utworzone wszystkie byty, z niej najpierw powstały i w nią w końcu po zniszczeniu się obrócą (przy czym substancja pozostanie, a zmienią się tylko jej cechy); to jest według nich elementem i zasadą wszystkiego; i dlatego, jak sądzą ani nic nie po­wstaje, ani nie ginie, ponieważ tego rodzaju byt zawsze się zachowuje”. Filo­zofowie jońscy, przyjmując istnienie jednej podstawy wszystkich rzeczy, nie byli jednak zgodni co do tego, co stanowi osnowę, początek wszelkiego bytu.

CZASOWA NIESKOŃCZONOŚĆ

klepsydra_1_

Przedstawione tu próby uchylenia trudności tkwiącej w podanym przez Kanta argumencie za skończonością czasową świata wskazały – jak sądzę – na problematyczność „linearnej” koncepcji czasu (chociaż oczywiście zasugero­wane koncepcje alternatywne też nie są wolne od trudności). Ponadto artykuł ten pokazał, że w filozofii nie można poprzestać na stwierdzeniu, iż teza infini- tystyczna jest w równym stopniu „uzasadniona” (czy uzasadnialna), co jej an­tyteza. Chociażby ze względu na wskazywany wyżej „problem granic” teza o  nieskończoności (czasowej) świata materialnego wydaje mi się o wiele bar­dziej prawdopodobna (u Kanta np. jest ona lepiej uzasadniona) niż jej antyteza – aczkolwiek do przekonywającego wykazania tego potrzebny jest jeszcze wni­kliwy namysł ontologiczny.Refleksja filozoficzna zrodziła się ze zdziwienia, „od zdziwienia, że rzeczy są takie, jakie są, tak jak samoporuszające się przedmioty (wywołują podziw u tych, którzy nie znają przyczyny…)”. Pierwsze pytania pojawiły się wówczas, gdy świat poznawany przez człowieka za pomocą zmysłów zaczął tracić swoją oczywistość. W momencie zdziwienia wiedza o otaczającym ludzi świecie ze­wnętrznym straciła swoją wartość, przestała być wiedzą prawdziwą. Stała się niewiedzą, wiedzą pozorną. „Dzięki bowiem dziwieniu się ludzie obecni, jak i pierwsi myśliciele, zaczęli filozofować; dziwiły ich początkowo niezwykłe zjawiska spotykane codziennie, później z wolna stawali wobec trudniejszych zagadnień, jak na przykład wobec zjawisk związanych z księżycem, Słońcem i gwiazdami, i wobec powstania wszechświata. A kto jest bezradny i dziwi się poznaje swoją niewiedzę”. Zaczęły więc rodzić się pytania o naturę otaczające­go człowieka świata.

DYLEMAT GRANIC

pobrane

Argumenty Kanta na rzecz odpowiednich antytez (świat jest nieskoń­czony zarówno co do czasu, jak i co do przestrzeni uważam za znacznie „mocniejsze” od analizowanych powyżej. Po pierwsze, nie rażą one skraj­nym subiektywizmem (nie mówi się w nich o „syntezach” czy jakichś in­nych operacjach intelektualnych), a po drugie – słusznie sugerują, że fini- tyzm kosmologiczny prowadzi do poważnych dylematów „granicznych” („pusty czas”, „pusta przestrzeń”). Kant pisze: „jeżeli przyjmuje się grani­cę świata czy to w przestrzeni, czy to w czasie, to musi się koniecznie przyjąć te dwa monstra: pustą przestrzeń poza światem i pusty czas przed istnieniem świata”.Niezależnie od argumentacji Kanta można wskazywać, że teza o skoń- czoności świata materialnego jest trudna do przyjęcia. Cóż bowiem znaczy, że wszechświat gdzieś się kończy, jest ograniczony? Ograniczoność (posiadanie granic) jest przecież pojęciem relacyjnym. Wydaje się, że coś może być ogra­niczone tylko przez coś innego. Nie ma granicy w sensie absolutnym. Granica istnieje tylko między jednym bytem a drugim. Nie może być granicy między bytem a niebytem, co dostatecznie jasno wykazywał już Parmenides. Zasada niesprzeczności: „byt nie jest niebytem”, wyraża właśnie niepodzielenie we­wnętrzne bytu na byt i niebyt Co więcej zdaje się, że graniczące ze sobą byty muszą być ontycznie jednorodne, homogeniczne.

ZALEŻNOŚĆ MIĘDZY ELEMENTAMI

images

Przy czym zależność między „elementami” wszechświata (po­szczególnymi światami) nie mogłaby być rozumiana jako czasowa zależność kauzalna, lecz jako mająca charakter statycznej determinacji strukturalnej, pewnej zależności funkcjonalnej (w przeciwnym razie powróciłby paradoks wskazany przez Kanta). W świecie takim jak widać – traciłoby swój absolutny sens rozróżnienie na „wcześniejsze od” i „późniejsze od”.Zaproponowane tu ujęcie mogłoby być rozpatrywane jako spekulatywna konfirmacja stoickiej idei „wiecznego powrotu” w odniesieniu do poszczegól­nych światów w obrębie wszechświata. Zauważmy bowiem, że fazy ewolucji w każdym cyklu danego „elementu” wszechświata powinny się dokładnie po­wtarzać; poszczególne cykle danego świata powinny być nieodróżnialne. W przeciwnym razie istniałaby podstawa do wprowadzenia „linearnego” poję­cia czasu i paradoks wskazany w argumencie Kanta powróciłby (mielibyśmy bowiem ciąg kolejnych cyklów ewolucji danego świata).Interpretacja taka zawiera wszakże pewną istotną trudność: zgodnie z prin­cipium identitatis indiscernibilium Leibniza nierozróżnialność (chodzi tu o nie- rozróżnialność zasadniczą, a nie akcydentalną – związaną z ograniczeniami podmiotowymi) pociąga za sobą identyczność (i odwrotnie). Ponieważ zaś, ściśle biorąc, dany przedmiot może być identyczny jedynie sam z sobą, w przy­padku danego świata mielibyśmy do czynienia nie z wielością cykli, lecz z jed­nym cyklem.

PYTANIE O POCZĄTEK

zobacz-koniec-swiata-w-3d_22427860

De facto jest to pytanie o początek świata materialnego (fizykalnego), gdyż niezmienne, „aczasowe” „elementy” świata trudno byłoby chyba uznać za materialne. Michał Heller np., rozważając problem osobliwości początkowej, sugeruje – w duchu realizmu powszechnikowego – pierwotność niezmiennych praw fizyki wobec struktur materialnychWydaje się, że żadna z zaproponowanych wyżej koncepcji – ze względu na to, że podważa zasadę przyczynowości lub / i wprowadza niezmienne, „aczaso- we” stany rzeczy – nie jest zadowalająca, jeśli chodzi o interpretację świata materialnego.Wobec powyższego narzuca się inna jeszcze propozycja: nieskończony wszechświat ewoluuje w odwiecznym, zamkniętym, powtarzającym się cyklu. Ponieważ jednak aktualnie nieskończony wszechświat wzięty in toto jako nieru­chomy, niezmienny, można by przyjąć, że cykliczna zmienność charakteryzuje tylko skończone elementy nieskończonego wszechświata (tj. stanowiącego nie­skończoną mnogość skończonych „elementów”). Przez „element” można tu rozumieć poszczególne światy (np. metagalaktyki).W stosunku do naszej metagalaktyki można by mówić np. o oscylacji od stanu osobliwego i wielkiego wybuchu, poprzez fazy ekspansji i kontrakcji, z powrotem do stanu osobliwego. Ciąg przyczynowy dla każdego zdarzenia w każdym z nieskończonej liczby światów byłby skończony, a zatem zdarzenie to (np. stan danego świata w pewnej chwili) zachodziłoby po upływie skończo­nego czasu.

JESZCZE INNA PRÓBA

images (1)

Inną jeszcze próbą ominięcia aporii wskazanej przez Kanta byłoby uznanie, że w świecie materialnym nie istnieją nieskończone ciągi przyczynowo skutkowe. Każde zdarzenie poprzedza zawsze skończona tylko liczba zdarzeń, będących jego pośrednimi lub bezpośrednimi przyczynami. Chcąc przy tym utrzymać infinityzm, można by przyjąć, że nieskończenie wiele stanów rzeczy istnieje „od razu” („jednocześnie”), jest jeśli można tak rzecz ująć wczasowe. Tylko zaś skończona liczba stanów rzeczy (te, które nazywamy zdarze­niami) stanowi elementy ciągów kauzalnych, wyznaczających procesy. Przy tej interpretacji obecny stan wszechświata należałoby uznać za zdarzenie, tj. za – przyczynowo uwarunkowany. Innymi słowy: pewne „elementy” (aspekty) świata istniałyby odwiecznie i niezmiennie, inne zaś – miałyby początek w cza­sie (do tych ostatnich należałby nasz wszechświat, nasza, powiedzmy, metaga-laktyka). Powstaje tu jednak niełatwe do rozstrzygnięcia pytanie o charakter wzajemnego związku między skończonymi ciągami zdarzeń powiązanych kau­zalnie a odwiecznie trwającymi „elementami” świata. Jeśli te ostatnie miałyby być przyczynami inicjującymi te pierwsze, to trudno byłoby m. in. wyjaśnić, dlaczego te ich skutki nie są z nimi „współodwieczne”. Ponieważ jednak po­stulowana skończoność ciągów kauzalnych wyklucza ich odwieczność, pojawia się klasyczny problem początku świata jako zmiennej, dynamicznej, czasowej struktury.

UCHYLENIE OD DYLEMATU

images (2)

Takie stanowisko wiązałoby się z odrzuceniem idei związku przyczynowe­go rządzącego zdarzeniami we wszechświecie, a przynajmniej – założenia, że skutek jest późniejszy od przyczyny. Rzecz można by ująć tak, że czasowość jest charakterystyką epistemiczną ograniczonego w swych możliwościach po­znawczych umysłu, który – w przeciwieństwie do intelektu absolutnego – nie jest w stanie uchwycić wszystkiego „od razu”, czyli tak, jak to obiektywnie istnieje. Dany aspekt tego, co istnieje (stan rzeczy), byłby determinowany przez współistniejące z nim stany rzeczy – niektóre bądź, zakładając ideę wszech związku realnie istniejących stanów rzeczy – wszystkie inne. Związek kauzalny straciłby swój czasowy charakter, a raczej w ogóle należałoby zrezygnować z kategorii przyczynowości i wprowadzić jakieś inne formy determinacji (wza­jemne oddziaływanie tego, co równoczesne), jak np. zależność funkcjonalna, strukturalna itd., itp.Taki wszechświat byłby całkowicie statyczny, pozbawio­ny jakiejkolwiek zmiany. Czy jest to do przyjęcia wobec świadectwa na przy­kład nauki historii, paleontologii czy teorii ewolucji? Kości gadów kopalnych trzeba by uznać za „równoczesne” z tymiż gadami, ewoluujących przodków za istniejących jednocześnie z ich potomkami itp. – same zaś wymienione dyscy­pliny naukowe – paradoksalnie – za „równoczesne” ze swoimi przedmiotami. Czy można jednak kwestionować jeden z powszechnie przyjmowanych atrybu­tów świata materialnego – zmienność?

JAKA RACJA

bertrand-russell

Jaka racja empiryczna ją wspiera? Nawet jeśli mamy u Russella do czynienia nie z rozstrzygnięciem metafizycznym, lecz z rozumo­waniem czysto hipotetycznym: jeśli szereg fizyczny nie ma początku, to nie oznacza to, iż teraźniejszość nie mogła zaistnieć, to założenie w poprzedniku tego okresu warunkowego jest przecież istotne dla Russellowskiej refutacji pa­radoksu wskazanego przez Kanta. Jak się bowiem zdaje, Russell przyjmuje w swym rozumowaniu negację implikacji: jeśli szereg fizyczny nie ma początku, to obecny stan świata nie mógł zaistnieć, czyli tezę: szereg fizyczny nie ma po­czątku i obecny stan świata zaistniałZakładając, że krytyka Russella nie podważyła jednoznacznie ważności Kantowskiego wywodu na rzecz skończoności wszechświata (w aspekcie cza­sowym), zapytajmy raz jeszcze, jak można by uchylić ten tok rozumowania.Jak już sugerowałem wyżej, dobrze jest zamienić subiektywistyczny sposób wyrażania się Kanta i zamiast mówić o „syntezie kolejno przeprowadzanej”, wprowadzić pojęcie związku przyczynowego. Rzecz można ująć tak: każdy stan świata poprzedzający obecny stan świata jest przyczyną (bardziej bądź mniej pośrednią) tego ostatniego. Ponieważ – przy założeniu odwieczności następstwa kauzalnego – ciąg przyczyn i skutków szedłby w nieskończoność, obecny stan świata (jako skutek nieskończonego ciągu przyczyn), nie mógłby zaistnieć (w skończonym czasie). Jak można uchylić tak sformułowaną aporię? Jedna z prób mogłaby opierać się na zaprzeczeniu sensowności mówienia o  nieskończoności czasowej wszechświata na podstawie założenia, że czasowość jest charakterystyką czysto subiektywną (związaną z istnieniem takich funkcji świadomości, jak: „oczekiwanie, uwaga i pamięć”), a – obiektywnie rzecz biorąc cała rzeczywistość „zdarza” się momentalnie i wszystko jest „jednoczesne”. We współczesnej kosmologii stanowisko takie określa się często mianem „wszech­świata blokowego”.

WYCIĄGNIĘTY WNIOSEK

Bertrand_Russell-600x766

Do chwili obecnej musiało więc upłynąć nieskończenie wiele czasu (dylemat odwieczności). A to znaczy chyba, że obecny stan świata (a nie „świat”, jak wyraża się Russell, dopuszczając taki właśnie wniosek z argumen­tacji Kanta) „musiał już istnieć przez nieskończenie długi czas”.Wniosek ten wcale nie jest – jak utrzymuje Russell trywialny, ponieważ sugeruje, że wszystko (każdy stan świata) istnieje odwiecznie (świat jest sta­tyczny). Jeśli zaś Russell upierałby się przy odwiecznym istnieniu świata w jego zmienności, to łatwo widzieć, że paradoks zasugerowany przez Kanta daje się powtórzyć. Russell twierdząc: „Ale szereg zdarzeń zmierzających do teraźniejszości ma koniec, ponieważ kończy się w teraźniejszości”, nie roz­wiązuje wcale dylematu, tylko go odrzuca, powołując się na fakt istnienia teraź­niejszości (obecnego stanu świata). Dokładniej w krytyce Russella rzecz wyglą­da tak, że zakłada on, iż świat jest odwieczny (nie ma początku), a zarazem konstatuje, że ma on koniec w teraźniejszości. To, że teraźniejszość istnieje, jest faktem, z którym nie mam zamiaru polemizować. To jednak, czy świat jest odwieczny, jest właśnie – zdaniem Kanta – problematyczne.Tak więc dylemat Kanta nie tyle został przez Russella rozwiązany, co uchylony. Russell zrobił to w empirystycznym stylu: fakt istnienia teraźniejszo­ści był dla niego rozstrzygający. Można tylko zapytać, dlaczego przy tym skłonny był on uznać metafizyczną tezę o nieposiadaniu przez „szereg fizycz­ny” początku w czasie.

ARGUMENT JAKO KRYTYKA

pobrane (1)

Podany przez Kanta „dowód” na skończoność wszechświata w aspekcie cza­sowym był przedmiotem krytyki przeprowadzonej m.in. przez Bertranda Russella. Ten ostatni słusznie wskazał na błąd definiowania nieskończoności ciągu jako „niemożliwości doprowadzenia go do końca za pomocą syntezy kolejno przepro­wadzanej”’. Określenie takie sugeruje potencjalne rozumienie nieskończoności, chociaż pierwotne zdaniem Russella wobec nieskończonego ciągu pojęcie nieskończonego zbioru ma wyraźnie aktualny sens: „klasy, które są nieskończone, są od razu dane w całości przez definiującą własność swoich elementów”. Poza tym wspomniana definicja jest subiektywistyczna (pojęcie syntezy wprowadza odniesienie do umysłu). Dalej Russell pisze w odniesieniu do argumentacji Kanta, że ten ostatni zastąpił postępujące naprzód wydarzenia wsteczną syntezą, „a tym samym przyjął, że należy utożsamić szereg mentalny, który nie ma końca, z sze­regiem fizycznym, który ma koniec, ale nie ma początku”.Sądzę jednak, że argument Kanta jest dość istotny i nie da się go tak łatwo uchylić, jak wyobrażał to sobie Russell. Zauważmy, że paradoks zasugerowany w Kantowskim „dowodzie” da się ująć niesubiektywistycznie, tj. bez odniesie­nia do umysłu i jego operacji: syntezy działającej wstecz (w kierunku odwrot­nym do realnego następstwa zdarzeń)Wersja obiektywna: skoro zdarzenie, za które możemy uznać nasz świat w chwili obecnej, jest poprzedzone nieskończoną liczbą innych zdarzeń jako jego pośrednich lub bezpośrednich przyczyn, tj. takich zdarzeń, z których każde jest skutkiem zdarzenia (zdarzeń) je poprzedzającego, a na końcu tego ciągu znajduje się nasz świat w chwili obecnej, to jak to jest możliwe, że obecny stan świata w ogóle zaistniał? Przecież przed światem aktualnym jako skutkiem musiało istnieć nieskończenie wiele zdarzeń (stanów świata) układających się w ciąg czasowy.